listy do Z.

List do Zofii – Motyle (11785 dzień życia)

 

Miasto na G.,
18. 2019r.

 

Najdroższa Z.,

Dlaczego nie piszesz? Koniecznie napisz, na kiedy planować Twój powrót.
U mnie pogoda dopisuje. Zewsząd wybucha mi lato, pełne i seksowne. Dużo jeżdżę na rowerze, prawie nie piję, ale znowu więcej palę. U mnie to jest tak, że jak zatkasz jedną dziurę, to zaraz wyjdzie inną, dlatego pod groźbą najgorszej i nagłej śmierci muszę nieustannie utrzymywać pewien poziom ogólnego zepsucia całego ustroju. Powiedz mi, jest to forma autoudręczenia, czy jednak autoterapii? A może trochę jednego i trochę drugiego? Obiecuje sobie, że znajdę kiedyś w tym złoty środek, osiągnę w zepsuciu równowagę doskonałą. Poziom zepsucia – olimpijski!
Powiedz, czy to nie piękne? Opowiem Ci dokładnie, jak tylko przyjedziesz.

Ale! O czym najbardziej chciałem Ci pisać i przez co gnałem na kwadrat jak szalony – rowerem bez hamulców. Otóż zjechałem dziś nad rzekę na kilka ćmików, oraz aby porozmyślać nad istotą wszechrzeczy. Zastałem tam dwóch dżentelmenów. Starszy, na oko lat osiemdziesiąt, i młodszy, na drugie oko, lat sześć. Podsłuchiwałem ich bezwstydnie, grając przy tym doskonale kompletny brak zainteresowania. To, co zasłyszałem, a z czym gnałem na kwadrat na złamanie karku, aby napisać Tobie, brzmiało mniej więcej tak:

– Dziadku! Dziadku, spójrz ile motyli! Skąd ich tyle?!
– Piękne, prawda?
– Dziadku, dziadku, a skąd biorą się motyle?
– Motyle, mój drogi, mieszkają w ludziach. W ludzkich brzuchach, ale też w palcach obu dłoni i we włosach. Żyją w ludzkich uśmiechach, w zatokach ust, ale też na języku, i pod językiem, i na jego czubku. Jednak najwięcej motyli, mój drogi, żyje w ludzkich sercach i oczach. Motyle, mój miły, biorą się z ludzkiej miłości powszedniej.
– Tutaj ludzie bardzo mocno kochają!
– Tak z pewnością jest, ale odwróć się teraz i spójrz na zabudowania miasta. Kiedy ostatnio widziałeś tam motyla?
– Tam? Nigdy.

Myśl co chcesz, ale starszy pan miał ogrom racji.
Pierwsza: motyle żyją w ludziach, ale w większości są to zwykłe robale, które umierają na długo przed przepoczwarzeniem. Potem z jaj rodzą się nowe, ale i one umierają. Tylko nieliczne dojrzewają.
Druga: motyle są mądrzejsze od nas. My nadal, jak te robaki w tylu osobach, gnijemy w tym paskudnym mieście.

PS. Jak będziemy już starzy, to musimy się zabić. Powinniśmy razem popełnić samobójstwo. Jednocześnie. Bo zobacz, w głębszej starości nie powinno się nagle zaczynać życia bez siebie. Wyobraź sobie ten koszmar. Zresztą, co to za meta, po tylu latach cholernego życia! Cała ta idea naturalnego końca, w której każdy umiera osobno, w ogóle mi się nie zgadza. Jest przebrutalna i nieludzka.
Zastanów się i mi powiesz, ale powinniśmy skończyć jakoś ładnie.
Razem, a nie osobno.

Ściskam Cię najmocniej.
Twój,
— Adam DeLoewe

***