listy do Z.

List do Zofii – Geniusz (12174 dzień życia)

 

Miasto na G.
23. 2020r.

 

Z.,
Najdroższa,

Wieczorki autorskie ucinamy. Raz na zawsze.
Jeśli marzycieli dogania rozsądek świata, to jest źle. Dlatego koniec.

S. pozbierał się chwilę przed południem, kiedy był już gdzieś spóźniony. Wypiliśmy po jednym wsparciu z lodem, ale nie pomogło.

Cały dzień walam się bezmyślnie. W głowie myszy, wyżerają mózg. Myszy-ludojady. Ani spać, ani nie spać, nic nie mogę. Nic nie będę. Picie to jednak straszna trucizna, a bezmyślna cisza po niej boli tak samo jak hałas. Już tak niewiele piję, ale tego ostatniego na pamięć chyba nigdy się nie nauczę.

Po południu wpadł Brudny Harry, zostawić kawał swojego dziennika. Czytam, człowieka widzę, dobre. Spaliliśmy kilka ćmików, wypiliśmy po dwa, poszedł. To ja dalej, hop w nieżycie i tak do wieczora. Wtedy wreszcie zasypiam, czułem, że sen już idzie, a… nagle ktoś wali do drzwi. Wyobrażasz sobie? W dodatku szyfrem, którego nie słyszałem nigdy wcześniej, jebudu-jebudu, łokciem o drzwi. Zerwałem się z łóżka i lecę. Pierwsza myśl, że to „Pijak z góry!” Pijak przez wielkie P, bo któż inny, o tej porze! Schodzi na nogach sztywnych od wódy prosić o pieniądze albo w drugą stronę, wraca do siebie nawalony jak świnia i znowu piętra pogubił. Chwytam za klamkę i myślę „może polazł?”, zastygam i słucham, polazł czy nie, ale gdzie tam, stoi, szura nogami za drzwiami. Ściągam zamek, otwieram, wychodzę z ciemności, a tam w świetle… żaden pijak z góry! To nasz własny pijaczek drobny, S. we własnej osobie, drugi dzień na alkoholowej służbie, stoi… wyprostowany na sztywno, dłonie na pośladkach, z uśmiechem wielkim na całej twarzy, oznajmia pijackim głosem: „Muszę ci coś powiedzieć, dawaj, wszystko zaczynam od nowa.” Zachwiewa się, pionuje, mówi dalej: „Dawaj szkło, mam połówkę, sprawa jest poważna” i wchodzi, dwa do przodu, jeden do tyłu, jeden do przodu, jeden w lewo, ale trafia wreszcie na miejsce. Siada, uśmiecha się i mówi: „Bracie, ja ciebie tak kocham. Przyszedłem ci powiedzieć, że jesteś piękny skurwysyn. Najpiękniejszy wielowarstwowy pojeb na świecie. Jak idziesz, to psy warczą, a jak idziemy razem, uciekają, matki dzieciom oczy zakrywają, bo idą bluźniercy. Nie wiedzą, że cie kocham, bo jesteś najporządniejszy skurwysyn na świece. Dla mnie mógłbyś leżeć mordą w rynsztoku, a nadal piękny. Ty jesteś dusza najpiękniejsza i ciągle to masz. Nic nie słabnie, wszystko rośnie. Szalenie mądry skurwysyn wielowarstwowy, widzisz zawiłości, trzymasz lejce harmonii i szaleństwa jak nikt inny! Jesteś nihilistą kochającym życie i nie ważne czy depresja, czy ekstaza, czy nuda, wszystko bierzesz poznawczo, niczego nie odrzucasz. Jesteś poetą dnia codziennego, kocham Cię, mogę dziś spać u Ciebie, bo do siebie nie dojdę, mogę?”
Ja w śmiech.

Myślę: „Geniusz!” i zaraz kombinuję zemstę.
S. jest pijany, chce spać, to go przeciągnę, mówię: „To słuchaj tego, wczoraj schodzę klatką, a przed drzwiami ta nowa z naprzeciwka, starsza babka, na oko siedemdziesiąt, osiemdziesiąt pięć, w ogóle ładna, z błyskiem w oku i tym czymś jeszcze i świetnie się trzyma. Otwieram drzwi, widzę, że ciągnie pełen wózek, to pomagam, na piętro, uprzejmie, z uśmiechem, ale ten wózek, bracie, ja go ledwo poderwałem! Wnoszę okrakiem, ciężki, serce wali, pot, odstawiam przy drzwiach, starsza pani zaraz za mną, odwracam się i mówię, że ciężki, a ona, że „No, dlatego, że same książki”, że dziękuje i w ogóle, a ja zaraz, „co za kobieta!” I jak ona to wnosi? I tak chodzę teraz drugi dzień i myślę, “zagadać, czy nie”, bo wiesz, potem ludzie gadają: „mężczyzna, kobieta i książki” jakby zaraz wszystko wiedzieli, a ja przecież mam kobietę. Zofię.” Kończę mówić i czekam, na co S.: „O ja pierdolę, nie wiem”. Zastyga i dodaje: „Rób co czujesz, nic nie pisnę!”

Zofio, wyobrażasz sobie? S. obiecał, że nie powie, zuch nad zuchy! To ja Ci mówię, że jak nie przyjedziesz, mogę mieć kochankę, lat osiemdziesiąt, ale ja w wiek nie wierzę, tak jak w nazwiska. Ale mogę mieć kochankę, lat osiemdziesiąt, która sama wnosi po schodach ciężki wózek pełen książek. A nie powinna.

Ściskam Cię.
Idę wreszcie spać.
Napiszę jeszcze jutro.
Twój, 

— Adam DeLoewe.

P.S. Brudny Harry powiedział, że jego dziennik mogę pokazać i Tobie, bo wie, że i tak to zrobię.

***