listy do Z.

List do Zofii – Dzika Łąka (12111 dzień życia)

 

Miasto na G.
20. 2020r.

 

Zofio,

zrobiłem analizę, kiedy najwięcej o Tobie myślę i wiesz co mi wyszło? Wcale o Tobie nie myślę, a jedocześnie, myślę nieustannie. Słuchaj, nie ważne o czym dumam, ciągle o czymś innym, ale Ty i tak, jesteś na końcu każdej myśli oraz wypełniasz wszystkie luki między nimi. Wyskakujesz nagle jasnym błyskiem, migawką wspomnienia i zaraz znikasz. Pojedynczych błysków nie dostrzegam, nie rejestruje ich świadomie, ale jak uzbiera się ich więcej, na przykład wieczorem, to z tysięcy błysków widzę fragment wspomnienia. Z setek fragmentów potrafię odtworzyć całe rozmowy, ale rzecz w tym, że widzę również rzeczy, które nigdy nie miały miejsca, które się nie wydarzyły. Wyobrażasz sobie? Nie wiem jak to działa. Powinniśmy to zbadać, bowiem może być tak, że my czytamy sobie w myślach, tylko nie wiemy jak ten język czytać. Zamiast odrzucać wszystkie nieścisłości czy podświadome szumy, powinniśmy zwolnić, zatrzymać się i posłuchać, może Ty mówisz do mnie, może ja krzyczę do Ciebie – nieświadomie…? Może to nasze intuicje, albo wewnętrzne oczy, albo nasze psyche w tajemniczy sposób komunikują się ze sobą…? Musimy to zbadać, jak coś znajdę, napiszę zaraz, ale i Ty miej myśli szeroko otwarte. Zwolnij i słuchaj.

Wiesz jak Cię ostatnio widzę? Widzę Cię jak dziką łąkę, która po horyzont faluje makami, chabrami, dziurawcami i stokrotkami. Owszem, tu i tam przebijają pokrzywy, krwawniki, ale zaraz toną w morzu nagietków, mięty i rumianku. Dzika łąka, piękna, bajeczna, wręcz baśniowa, tylko… jeden mały szczegół… prawie nieistotny detal… nie daje mi spokoju… To róża. Róża piękna i dojrzała, która jako jedyna, samotnie wyrosła pośrodku łąki, a to wcale nie jest miejsce dla niej. Wygląda obco, jak przyniesiona przez człowieka, jest zbyt cywilizowana i nie pasuje do żadnego fragmentu dzikiej łąki. Ta róża, to cały świat jaki Cię obecnie otacza, to świat beze mnie. Powinnaś wyrwać tę róże i wrócić do mnie, Zofio, choćby dlatego, że moja intuicja jej nie ufa. Jeśli nie robisz nic, to róża zacznie sobie pozwalać, puści korzenie i co wtedy? Tak długo jak róża będzie żyć na łące, tak długo nie uda się nam razem ponownie zanurzyć w czystej i naturalnej dzikości łąki…
Gdybyś tylko wreszcie przyjechała… Zaraz bym wyrwał zepsutego chwasta.

Kończę już, zaraz powinien przyjść S. Mamy do obgadania wspólne plany.
Pewnie się urżniemy, ale to nic pewnego. Wszystko może się wydarzyć.

Ściskam Cię całą,
tule najmocniej.
Twój,
— Adam Deloewe.

PS. Twoje indiańskie imię powinno brzmieć – Dzika Łąka, czyż nie? Zgódź się proszę, bo sama chyba nigdy nie zdecydujesz, a czas nagli coraz bardziej…

P.S. Posyłam Ci cztery wiersze S. oraz dwa moje + prozę – napisz dwa zdania, albo spal – jeśli zbyt mocno godzą w konstrukcje świata. Nie chcemy przecież burzyć czegoś, co już i tak wali się samo… Czy chcemy? Najdroższa, zróbmy tak – Ty zajmij się różą, a ja resztą świata…

***

 

(Dla Iz
– dwoje ludzi ma plan,
ryzykują i razem uciekają przed światem)