listy do Z.

List do Zofii – Nie mogę spać (11823 dzień życia)

 

Miasto na G.
22. 2019r.

 

Najmilsza Z.,

Nie mogę spać.
Paląc pierwszego jutrzejszego ćmika, piszę na odwrocie kartki, przy świetle nocnej, łysej śpiewaczki.
Właściwie, to nie piszę, a majaczę, ale bierz dosłownie.

Nie pójdę z Tobą na zabawę służbową w styczniu. Nie lubię tłumów, nie bawią mnie takie rzeczy, nie znam tam nikogo i mam lepszy pomysł. Dużo lepszy. Wpadnę tam dwie godziny po pierwszej pięćdziesiątce, sam lekko wcięty, odbiorę Cię im, zgarnę dwie flaszki wybornego alkoholu i razem objęci opuścimy to zmanierowane przyjęcie, a ja będę całował Twoją szyję, a Ciebie to będzie łaskotać i będziesz się uroczo opierać i tak wyjdziemy. Najwyżej na boso!

Cóż wielkiego możemy tam zostawić, co takiego trzyma nas w zepsutym mieście? Nic.
Świat nas odpycha, ale baśń zaprasza.

Ale jednak Ty przyjedź, bo ja mam pół tysiąca planów na Nowe Życie i Ty siadasz i wybierasz, wybrzydzasz palcem a’la Witkacy, zrzucasz kolejne kartki, a ja zaraz obok na krześle, na kolanie, kreślę na szybko nowe, jeszcze bardziej baśniowe koncepcje.

Nasze możliwości, słabości, porażki, umiejętności i talenty, nic z tych rzeczy nie może leżeć, bo gniję kompletnie.
To wszystko chce pracować, dojrzewać, przemieniać się.
Do diabla, cały wszechświat żąda od nas różnorodności!
Działanie to najbardziej naturalna, najgłębsza kosmiczno-filozoficzna siła.
Działanie jako pierwsze przykazanie – tak powinno widnieć wszędzie.

Ale też bez pośpiechu, powoli, przecież nikt nie powinien gonić, a wreszcie, wszystko musi mieć też swój własny czas. Żadnych wydarzeń nie należy siłą gonić, bo wszystko musi się wydarzyć, aby wydarzyć mogło się wszystko.
A jak drogi skracamy, to połowa nas omija. To właśnie jest pośpiech i brak rozwagi, moja droga, przepuszczanie życia między palcami, bo oto jesteś krok od sukcesu, już prawie wszystko się układa, ale zawsze brakuje czegoś małego, bez czego ani rusz dalej.
Ja dla przykładu siebie samego mam powyżej uszu, a to dlatego, że moje najważniejsze płaszczyzny nie zmierzają spójnie w jednym kierunku. Jedna płaszczyzna zawsze stoi i czeka. Na Ciebie.

Mała, to jest moja niedola, a ja słowa szanuję, na wiatr ich nie rzucam, z mordy cholewy nie robię, ale niedola, to jednak jest już poważne słowo. Niedola, to jest nied la, – czekaj, coś mi pióro przer wa…

Jestem, polizałem stalówkę i działa.
Pamiętasz sąsiadkę E. z dołu? Ta, co mnie zawsze lubiła.
Podobno zwariowała i ją zabrali.
Lekarz tak mówił, ale ja mu nie wierzę.
Zasypiam chyba. Zapaliłbym jeszcze, ale nie mam już si y, o zn w pióro. To ja j ż padnę, n trochę zd chnę.

Cału

Ci

C                            zule.

 

 

Znalazłem tępy ołówek!

Cały twój.
— Adam Deloewe.

PS. Jak ja nienawidzę mieszkań…

/nie wierz słownikom! PS = Pilne Spostrzeżenie, w moim języku!/

***