listy do Z.

List do Zofii – Niewinność (11818 dzień życia)

 

Miasto na G.
21. 2019r

 

Najmilsza Z.,

Dopiero wczoraj doszedł list z wtorku. Nie mam pojęcia, co oni tam robią i nie chcę wiedzieć, ale coraz częściej mam wrażenie, że już nikt nie pracuje porządnie.

Ostatnio Ci nie skończyłem, bo ostatecznie nawet rozsądnego skrawka papieru nie znalazłem. Jak pisałem o W., to miałem na myśli, że on jest samotnikiem z krwi i kości. Taki typ człowieka – rzadziej spotykany, nic z tym zrobić nie można – ale przy swojej P. czuje się on samotny najmniej. Dla niego to zupełnie inny świat, a ja mam podobnie z Tobą, tylko trochę inaczej. Wszystko chcę gryźć, a tylko Ciebie całować.
Przyjedź wreszcie, pokażę Ci.

Nadal jestem wściekły i jeszcze trochę będę, bo wykręcasz się od przyjazdu. Nie wiem, co się dzieje, bo piszesz jakieś szczątki. Tory, pszczoły, rowery, już raz jechałaś i zawróciłaś – co tam się dzieje, jak to czytam, to mam mętlik w głowie i myśl, że zaraz oszaleję. Jak zwariuję, to moja sprawa, ale jak wpadnę w hipotermię, to napewno będzie przez Ciebie. Nie wiem, może już wpadłem niepostrzeżenie i musisz mnie ratować?

Palę cały czas i pogubiłem się w tym całkiem. Najpierw chciałem rzucić po śniadaniu, ale nic nie zjadłem, potem po kawie, ale wypiłem trzy, potem od osiemnastej, ale przegapiłem i tak mi dzień zleciał, że już bez sensu rzucać.
Na razie palę. Zobaczę, co jutro przyniesie.

Ostatnie dni to coraz gorszy nastrój i coraz niższa pogoda ducha, ale, co ciekawe, bogate w wielkie, budujące wydarzenia. I to jedno po drugim, jak pozytywne zamachy na moje samopoczucie. Takim prądem to idzie, od czuba łba, po same kopyta.

Rzucisz przykładem? – Ależ proszę, kochana.

Wczoraj wpadł O. Sakramenciliśmy jego twórczość baśniowo przy piwie i lekkich papierosach. Z nim wcale nie idzie o jego talent. Powiedzieć tak, to jak splunąć albo dać mu w pysk. Albo jakby przyłożyć do niego złe miary, aby tym błędem udowodnić istnienie innych wymiarów. Musiał kiedyś mieć pęknięcie czaszki, na pewno mu pękła, bo mu się umysł wylał i jest otwarty. A to, co się rozlało, to on jeszcze trzyma i ujarzmia. Jak na przekór, dzięki otwartości właśnie, jego wyobraźnia jest spójna i szczelna.

Moja Droga, to są rzadkości właśnie, rzadkości niebywałe. To jak bycie Cesarzem, a ja to mam o tu, przy stole, przy muzyce, przy piwie i papierosach. One tu wybuchami notorycznie się wydarzają. Sama zobaczysz, jak tu czasem wszystko kipi, aż powietrze gęstnieje. To są najmniejsze na świecie wielkie wydarzenia.

Potem opowiadał jeszcze o swojej lubej T. i nie masz pojęcia, jak kręcił, jakimi bokami chodził, jakich setek słów użył, aby opowiedzieć o jej entuzjazmie, o jej niewinności tam gdzie trzeba, a nie mówiąc o tym wprost wcale. Fantastyczne to było, jakby chciał te zakamarki jej osoby ocalić. Nawet mówiąc o nich, już je ukrywał. Szalone, wiem, ale zakochanym nie wolno przerywać, ani ich poprawiać. Nieważne co mówią, nigdy. Trzeba ich tylko słuchać, wszystkiego co mówią, cokolwiek im ślina na język przyniesie. W życiu nie idzie o życie, a o przeżywanie. To sztuka absolutna sama w sobie i zakochani wiedzą to najlepiej. Nie wiem, czy tak się da, ocalić coś w drugim człowieku przed całym światem, ale niech mu się uda.
Za samą wyobraźnię przecież, wszystko mu się należy.

Moja Miła, dziś już kończę, bo kiepsko się czuję, ale Ty cała dawaj do mnie.
Baśń jest, tylko Ciebie nie ma.
A ja tęsknię, tęsknię jak tęsknić nie powinien nikt. Tęsknie za Twoimi zakamarkami. Zakamarkami w Tobie i pod Twoją bielizną.

Całuję wszędzie.
Twój,
— Adam DeLoewe

PS. Powiedz mi coś dobrego.

***