listy do Z.

List do Zofii – Wielka Pustka (11817 dzień życia)

 

Miasto na G.
20. 2019r.

 

Najdroższa Z.,

Nadal palę, ale dziś od godziny osiemnastej rzucam ostatecznie i na zawsze. Na razie jednak muszę jeszcze pieścić papierosami swój nastrój, bo jest doskonały. A ja nie chcę go stracić, toteż pogłębiam wszystkim, czym tylko mogę.

Bo nie uwierzysz, śniłem Cię w nocy, ale jak!
Najpierw siedzieliśmy w ogromnej poduszce, siedzieliśmy w samej bieliźnie i paliliśmy papierosy.
Bardzo przyjemny senny spektakl. Tak dla oka, jak i dla ciała. Opowiem o tym później, ale nie będę sobą, jeśli na zachętę nie dodam, że później, w tym śnie, nie szeptałem Ci do ucha.

Bardzo dziękuję za list z wczoraj. Cieszę się na wszystkie sukcesy.
Ale co to znaczy, że zalało tory? Nie przyjmuję tego do wiadomości, musisz je jakoś obejść i przyjechać.
Nieobecność Ciebie jest nie do zniesienia. Męczy mnie i frustruje. Przyjedź jutro, byle szybko. A najlepiej już.

Codziennie, najmniej osiem razy, a szczególnie kiedy czytam albo piszę, coś mnie nagle szturchnie innym dźwiękiem, a ja zaraz odwracam się, na chwilę zastygam w bezruchu po czym wstaję na równe nogi i dla pewności lecę do drzwi, bo to przecież Ty możesz tam być. Przez judasz patrzę tylko za dnia, jak jasno, a w nocy od razu drzwi otwieram, bo przecież żarówka mogła się przepalić. W dzień zawsze mam nadzieję, ale w nocy, to bardziej mechaniczne zaspokojenie. Wiem, że Ciebie tam nie ma, ale i tak muszę sprawdzić.
Otwieram wtedy drzwi chwiejąc się na nogach i i zawszę to samo:
KLATKA
CZERŃ
KLATKA
CHŁÓD
Jeśli nie chcesz, abym wreszcie zwariował, to po prostu przyjedź, bo coraz częściej czuję, że okropne szaleństwo wisi już blisko w powietrzu.

Wczoraj na kilka chwil wpadł W.
Przyniósł wino i kilka piw i paczkę naprawdę dobrych papierosów, i już nie kłócimy się na śmierć. Doszliśmy do wniosku, że w pewnych relacjach, dojrzałych i prawdziwych relacjach, pojęcie kłótni jako takiej nie powinno występować. Lepiej już od raz dać sobie po pyskach zamiast brnąć w podobne banały. Dogadaliśmy się, że na chwilę o tym zapomnieliśmy i że znowu możemy razem pić i palić papieroski i było całkiem świetnie.

Potem, jak W. już wyszedł, to leżałem w ciemnym pokoju dosyć ciężko zrobiony i wyobrażałem sobie, jak to może być w Wielkiej Pustce. W jednej z największych pustych przestrzeni znanego nam Wszechświata. To wielkie nic posiada rozmiar kilku tysięcy naszych galaktyk, ale niczego tam nie ma. Potrafisz sobie wyobrazić tak wielka pustkę?
Żadnych gwiazd, gromad, mgławic ani konstelacji, kompletny brak światła i czegokolwiek, co mogłoby je emitować lub odbijać, brak jakichkolwiek punktów odniesienia i to przez całą wieczność. Oto Wielkie Nic.
Wyobrażałem sobie, że lecę przez tę niczym nieogarnioną ciemność z zawrotną prędkością, a oprócz tego obracam się wokół siebie, jednak wcale tego nie czuję. Po chwili ślepo-niemego lotu, nie widząc nawet czubka nosa albo fragmentu dłoni, miałem wrażenie, że przestaję czuć ciało, że ono przepadło, całkiem zniknęło.
Moja Miła, to była śmierć. Ten mój lot, ale pomnożony przez wieczność. 
Dlatego daj się przekonać, bo to najważniejszy pomysł, jaki na starość powinniśmy zrealizować razem.
Zobacz raz jeszcze, naprawdę chcesz ryzykować, że przez wieczne zawsze i nieskończone nic, będziesz lecieć jak ja wczoraj w łóżku, zupełnie sama?
Musisz zrozumieć, musisz dać się wreszcie przekonać.
Pamiętaj również, że wielkie wszystko, jakie nas otacza, jest tak wielkie, nieskończone w swej przestrzeni, że my właściwie niczego nie wiemy, niczego nie powinniśmy być pewni. Ledwie dowiedzieliśmy się, że jesteśmy, a i tak nam nie wychodzi. Najdroższa, trzeba zawczasu myśleć o śmierci, bo, cholera, daj sobie powiedzieć, że nikt nie wie, co tam siedzi.
A ten lot wczoraj, to śmierć tu była. Była blisko, ale niczego nie chciała(tak czułem), chyba tylko dać się trochę poznać. Dlatego nie ryzykujmy osobnych lotów przez hipotetyczne, aczkolwiek niemożliwe do wykluczenia, wielkie i wieczne surrealistyczne nic. Nie wolno nam. Nigdy.
Powinniśmy razem, trzymając się za dłonie, iść w te ostateczną baśń na zawsze. 



Potem w nocy w tym stanie dziwnym miałem ten sen z początku listu.

 

PS. Napisz co myślisz o nowym Pilchu, jeśli skończyłaś, bo na to też czekam. Mnie kopał i kołysał jednocześnie. Ale nie, że w różnych fragmentach, a w jednym i jednocześnie – kopał i kołysał. I miał takich wiele.
Czekam.

Twój
— Adam Deloewe.

***