listy do Z.

List do Zofii – Całuję Cię wszędzie (11797 dzień życia)

 

Miasto na G.
19. 2019r.

 

Najmilsza,

Jestem zaniepokojony, że odwlekasz przyjazd. Co tam się dzieje?
Zostaw wszystko i przyjedź, bo mnie tu śmierć zetnie, a Ciebie nadal nie będzie.
U mnie czas ponurzy się strasznie. Wczoraj w przerwie deszczu wyszedłem na spacer, ale i tak zmokłem jak kurwa.
Nie grzeją już wcale, nic nie schnie, będę chodził w skisłych ciuchach i cały prześmierdnę.

Od piątku prawie nie palę, tylko w trakcie suchych spacerów jednego albo trzy. Również prawie nie piję, a tylko wtedy, gdy spać nie mogę i max 100 ml.
Moja miła, Ty też nie pij. Alkohol to najgorsza trucizna. I byle jaka. Pokażę Ci lepsze. Przyjedź wreszcie, a obiecuję, że urżniemy się baśniowo.

Zrywam wszelkie stosunki z W. Okazał się głupim prostakiem bez wyobraźni, który na niczym się nie zna. Wychwala nowoczesne mazaństwa jako sztukę wysoką. Prawie daliśmy sobie po mordach i jednak żałuję, że nam przeszło. Raz, że mu się należało, a dwa, że byłby to świetny spektakl.

Powtarzam, abyś nie martwiła się moim żywieniem. Trwa to już tyle lat, że to zwyczajnie jestem ja. Jadłem coś przedwczoraj i zjem coś dziś wieczorem. Zresztą ileż można jeść. Jedzenie jest nudne i czasochłonne, a głód pomaga mi myśleć i tęsknić. 
Do czasu przyjazdu zastanawiaj się, czy w tym współczesnym świecie ludzie potrafią jeszcze naprawdę tęsknić. I o mnie myśl też dużo, tak jak ja o Tobie. Nasza miłość musi ciągnąć się bez końca. Tak jak żyć bez siebie nie możemy, tak i umrzeć musimy razem już bardzo starzy na samobójstwo. Moja w tym głowa. Umieranie osobno kojarzy mi się z przegranym życiem. To nieludzkie, tak nie wolno.

Przestrzegam Cię przed miastem na G. Wszystko tu gnije, a ludzkie serca toczą straszne choroby. Na dworcu nie rozmawiaj z nikim, bo to zaraża strasznie i śmiertelnie. Coraz częściej myślę, że owo gnicie jest wielce sprawiedliwe. Nie sądzisz? Wszystko, co miało swój początek, musi mieć przecież swój koniec.

Dziś zapalę jeszcze dwa papierosy, ale od jutra chcę skończyć ostatecznie i trwać w tym do końca naszego życia. Bądź przy mnie myślami, bo ja je czuję i potrzebuję.

Posyłam Ci dwie książki, które oddaję i dodaję najnowszego Pilcha. Zjedz go jednym tchem, bo zostawia ciężkie ślady.
Dodatkowo na stronie sześćset sześćdziesiątej szóstej ukryłem sto złotych na bilet, abyś nie wymyślała więcej trudności oraz na stronie ostatniej zamieściłem sprośny wierszyk. Spodoba Ci się.

PS. Kolega Z. kupił sobie nowy garnitur. Wygląda światowo, ale nadal je jak świnia.

Całuję Cię wszędzie, ale najwięcej tam, gdzie lubisz najbardziej.
Twój,
— Adam Deloewe.

***