• listy do Z.

    List do Zofii – Zawał (12181 dzień życia)

    [List ten dedykuje oraz wprost do grobu posyłam Mironowi Białoszewskiemu. Mironowy “Zawał” zachwycił mnie w ogóle, wywarł całokształtem, natomiast mi zależało na ujęciu zjawiska w detalu konkretnej chwili. Do Mironowego “Zawału” nawiązuje jedynie w tytule oraz pierwszym zdaniu.]   Miasto na G. 25. 2020r.   Zofio, W sklepie mnie wzięło. Wychodziłem już zapłacony, a nagle ciemność widzenia, jak w tunelu, zaraz skurcz i kłucie w moście, serce jak pędzący ekspres: „Stacja końcowa, Wieczność, proszę wysiadać!”. No, serc-ucho moje wielkie trzepotało, jakby chciało się wyrwać i odlecieć, porzucić mnie w cholerę! Szybko, niczym motyle skrzydła i seriami, coraz szybciej. Przelot myśli, „Oho, to już?”, bo więcej myśli nie złapiesz, nie idzie złapać – rozsądek, ludzka siła i wola, cały człowiek i świat dookoła, kurczą się niczym gromady galaktyk w czarnej dziurze – w jednej chwili do rozmiarów główki od szpilki. Nic nie słyszałem, sprzedawca, jakieś osoby za mną, wszystko zniknęło. Świadomość,…

  • listy do Z.

    List to Zofii – Baśń (12177 dzień życia)

      Miasto na G. 24. 2020r.   Najdroższa! Dziś sobie pozwalam, piszę bez wstępu, bo pluję na wstępy! Skoro przyjeżdżasz, to wszystko jest ważniejsze od cholernych wstępów! Piszę bezwstępnie i bezwstydnie, bo chyba będę krzyczeć: „Zofia przyjeżdża! Ludzie, Zofia!”, na wszystkie strony świata! Postanowione zatem, za tydzień od dziś widzimy się wreszcie. Data zapisana na suficie! Punkt szósta wystrzeliłem z łóżka nagi, nagusieńki jakim mnie stworzył wszechświat – z przyczyn niewiadomych – i wiesz co? Ja unoszę się w powietrzu! Wyobrażasz sobie? Od samego rana jeszcze stopą na ziemi nie stałem. Ja latam! Sunę w powietrzu, lecz niewidocznie, prawie jakbym szedł, tylko o krok szybciej, a jak stoję w miejscu, to bujam w obłokach, kilka centymetrów nad ziemią. Mała, ja bujam w obłokach! Działa w skarpetkach i bez, mam sprawdzone. W butach też, nic mi nie stoi na przeszkodzie, bo Ty będziesz tu za chwilę! Wystrzeliłem z łóżka i ani…

  • listy do Z.

    List do Zofii – Geniusz (12174 dzień życia)

      Miasto na G. 23. 2020r.   Z.,Najdroższa, Wieczorki autorskie ucinamy. Raz na zawsze.Jeśli marzycieli dogania rozsądek świata, to jest źle. Dlatego koniec. S. pozbierał się chwilę przed południem, kiedy był już gdzieś spóźniony. Wypiliśmy po jednym wsparciu z lodem, ale nie pomogło. Cały dzień walam się bezmyślnie. W głowie myszy, wyżerają mózg. Myszy-ludojady. Ani spać, ani nie spać, nic nie mogę. Nic nie będę. Picie to jednak straszna trucizna, a bezmyślna cisza po niej boli tak samo jak hałas. Już tak niewiele piję, ale tego ostatniego na pamięć chyba nigdy się nie nauczę. Po południu wpadł Brudny Harry, zostawić kawał swojego dziennika. Czytam, człowieka widzę, dobre. Spaliliśmy kilka ćmików, wypiliśmy po dwa, poszedł. To ja dalej, hop w nieżycie i tak do wieczora. Wtedy wreszcie zasypiam, czułem, że sen już idzie, a… nagle ktoś wali do drzwi. Wyobrażasz sobie? W dodatku szyfrem, którego nie słyszałem nigdy wcześniej, jebudu-jebudu, łokciem…

  • listy do Z.

    List do Zofii – Pośmiertnik (12149 dzień życia)

      Miasto na G. 22. 2020r.   Zofio, Sny i drobne myśli zapisuję w Dzienniku od Ciebie, ale nie ma mowy abyś go czytała. Dopóki chodzę po tym świecie, a mam nadzieje chodzić równo sto lat, razem z Tobą. To jest „Pośmiertnik” i nie ma w nim miejsca na wyłomy. Powiem więcej, na każdego kto zajrzy do środka Pośmiertnika za życia autora i bez jego wiedzy, zaraz spada okrutna i dożywotnia klątwa. Posyłam Ci szkic okładki, idzie tak: **Dziennik typu:** Pośmertnik. Końcownik. Ostatecznik. Śmiertelnik. Wyhuśtajnik. Krańcownik. Wikidajnik. Wiekuistnik. Pośmiertnik! Niepoprawne otwarcie = klątwa. [A na samym dole jak zawsze ładnie się podpiszę:] /Adam DeLoewe. Zofio, siły wyższe, tego dziennika czytać nie wolno, tutaj nic nie zrobimy. Ale mogę Ci za to obiecać, że od dziś na zawsze, czasem coś dla Ciebie przepiszę. Sen albo myśl. Coś lekkiego, zgoda? Wczoraj śniłem, że obudziłem się w przyszłości, w której na całym świecie panuje…

  • listy do Z.

    List do Zofii – Wieczorek autorski (12148 dzień życia)

      Miasto na G.21. 2020r.   Kochana, jak Cię nie ma, to ja zaraz tonę. Najpierw znika umiar, niewiadomo gdzie. Zaraz potem niepotrzebne miary, jedna za drugą, aż puszczają wreszcie wszystkie, spieprzają drzwiami i oknami, „ratuj się kto może!”, a na końcu… na końcu znika grunt pod nogami. Jak dywan zwija się, roluje. Tonę, tak jak wczoraj, zachłyśnięty, ale jakie to wspaniale! S. oczywiście spóźniony, był po dwudziestej, ale już o dwudziestej trzeciej przegoniliśmy samych siebie. Ciut za dużo, jak zwykle, ale zawsze w sam raz. Zresztą, jak się kogoś lubi, ale widuje rzadko, to nie ma ani minuty do stracenia, trzeba się gapić, promienie wzroku łapać oczami, stykać się dużo w tych intymnych miejscach zewnętrznych, do jakich z pewnością należy wzrok. Końcówki spojrzeń, to trzeba łapać. Tam najwięcej się mówi, a czasem nawet mówić nie trzeba, wystarczy spojrzenie i już się powiedziało. Tylko wiesz, trzeba mieć zdrowy wzrok, albo…

  • listy do Z.

    List do Zofii – Dzika Łąka (12111 dzień życia)

      Miasto na G. 20. 2020r.   Zofio, zrobiłem analizę, kiedy najwięcej o Tobie myślę i wiesz co mi wyszło? Wcale o Tobie nie myślę, a jedocześnie, myślę nieustannie. Słuchaj, nie ważne o czym dumam, ciągle o czymś innym, ale Ty i tak, jesteś na końcu każdej myśli oraz wypełniasz wszystkie luki między nimi. Wyskakujesz nagle jasnym błyskiem, migawką wspomnienia i zaraz znikasz. Pojedynczych błysków nie dostrzegam, nie rejestruje ich świadomie, ale jak uzbiera się ich więcej, na przykład wieczorem, to z tysięcy błysków widzę fragment wspomnienia. Z setek fragmentów potrafię odtworzyć całe rozmowy, ale rzecz w tym, że widzę również rzeczy, które nigdy nie miały miejsca, które się nie wydarzyły. Wyobrażasz sobie? Nie wiem jak to działa. Powinniśmy to zbadać, bowiem może być tak, że my czytamy sobie w myślach, tylko nie wiemy jak ten język czytać. Zamiast odrzucać wszystkie nieścisłości czy podświadome szumy, powinniśmy zwolnić, zatrzymać się i…

  • listy do Z.

    List do Zofii – Papierosy (12101 dzień życia)

      Miasto na G. 19. 2020r.   Najdroższa Zofio, mądrości moja jedyna i prawdziwa, Ty jedna zawsze odnajdujesz drogę, aby w porę kopnąć mnie w dupę! Poniższy list traktuj, proszę, jako swoiste zaświadczenie. Oto pierwszy raz od dawna nie palę papierosów, konsekwentnie, od samego rana! Tylko, wiesz, chyba nie w tym rzecz, że wreszcie dojrzałem do rzucenia nałogu tytoniowego – tego nie mogę powiedzieć – ale z pewnością i z ręką na sercu, co czuję od wczesnego rana, chcę krzyczeć z radości, że oto pierwszy raz papierosy same mi zbrzydły, samodzielnie, zbrzydły mi jak nigdy wcześniej. Pierwszy raz od stu lat czuję, że to ja prowadzę, że odzyskuję lejce! Mógłbym zapalić, a pewnie, bowiem papierosy leżą na stole, wprost przed oczami, na wyciągnięcie dłoni, ale szczerze, chyba bym zwymiotował. Zaświadczam zatem raz jeszcze: nie palę! Od dziś na zawsze będę już żyć bez papierosów, jak dzikie zwierzę. Godzina osiemnasta(rewizja): Najdroższa,…

  • listy do Z.

    List do Zofii – Zaczepny (11883 dzień życia)

      Miasto na G. 26. 2019r.   Kochana Zofio, Jak tylko się obudziłem i spaliłem pierwszego porannego ćmika, to napadła mnie myśl, chociaż bliższe to było pragnieniu, aby natychmiast wstać, zerwać się z łóżka i pędzić do biurka, aby wszystko zacząć Ci opowiadać. Jednak ostatnią siłą woli, kiedy już zaraz miałem się zrywać, pomyślałem nagle: po co wstawać? Papierosy już i tak leżą obok…  Najdroższa, piszę do Ciebie na leżąco! To tyle z dobrych wiadomości. Teraz złe. Wśród złych, same smutne… Wczoraj byłem w bibliotece oddać książki, a tam od razu idiotyczny konkurs literacki dla młodzieży, który w skrócie polegał na sypaniu nazwiskami i datami na zasadzie kto głośniej. Przekrzykiwali się podnieceni, jak chorzy albo szaleni, jakby ich życie od tego zależało… Widok kompromitował to wydarzenie, jako konkurs literacki! Oddałem swoje książki, ale stałem i patrzyłem, czy wydarzy się coś jeszcze głupszego i wtedy stała się rzecz niezwykła – cała wrzawa,…

  • listy do Z.

    List do Zofii – Okropna noc (11859 dzień życia)

    Miasto na G. 25. 2019r. Kochana Z. Uparta, Cudna Istoto, Wszystko, co muszę Ci powiedzieć, zapisałem w skrótach myśli, a teraz je rozwijam. Zaczynam od końca i piszę ciurkiem jak leci, bowiem przedprzedwczoraj odwiedził mnie W. i podał specyfik, który najpierw na kilka godzin wyniósł mnie na wyżyny jaskrawości przeżywania, po czym z ogromną siłą uderzył mną o ziemię i od tamtej pory, trzeci już dzień, tkwię w potwornej mieszance głębokiej sedacji i konwulsyjnych pragnień jednocześnie. Wyobrażasz sobie? Kondycja psychofizyczna beznadziejna, cały drżę, drżą mi dłonie i gubię myśli, jedna po drugiej. Jak długo jeszcze mam do Ciebie pisać? Dosyć mam opowiadania Tobie życia, chcę je wreszcie zacząć przeżywać. Opowiadanie zostawmy pisarzom. Zdaje się, że nie mają oni pojęcia, co uczynili z własnego żywota. Brakuje mi Twoich oczu, których końcówki spojrzeń w magiczny sposób dopowiadały mi najbardziej, co czujesz i myślisz. Brakuje mi naszych rozmów oczami. Pragnę kochać się z…

  • listy do Z.

    List do Zofii – Zawroty (11838 dzień życia)

      Miasto na G. 24. 2019r.   Kochana Z, List z soboty doszedł, ale bardzo krótki, co mi się nie podoba. Pisz jak dawniej. Wszystko i dużo. Niczego nie ukrywaj i nie kombinuj, bo to kiedyś wróci nas zabić, a ja bez Ciebie, tu czy tam, byłbym wielkim nic. List z wtorku dalej idzie, ale czuję, że jest już blisko i ostatecznie drogi nie zgubi. Ostatnio dzieją się dziwne rzeczy, czuję napięcie w atmosferze, napięcie między ludźmi, skrzącą elektryczność, jakby coś poważnego zawisło w powietrzu i robiło się coraz cięższe. Czuję się coraz gorzej i właściwie nikt mnie nie odwiedza. Jednak wczoraj wpadł W., niby na chwilę, a znowu od szklanki do papierosa, od papierosa do szklanki i przez przypadek popiliśmy się okrutnie. 
Mam wrażenie, że potrzebował się kulturalnie wyrzygać, ale co z tego? On spał w dużym i chrapał niesamowicie, a ja w małym na materacu i przez całą…